strona główna




2006-12-11 15:21:12

"...szczęście to mit...stworzyliśmy go sami..."


Najpierw z wielkim trudem przypominasz sobie głos, wciąż pamiętasz słowa przezeń wypowiedziane, ale już w tembrze nieznanym. Im bardzije się starasz tym bardziej odchodzi w niebyt.
Kolejnym etapem są rozmyte kontury twarzy, postury . Z tym akurat jest gorzej, bo zawsze wtedy przypadkiem wpadasz na jakieś zapomniane, niespalone zdjęcie.
Gdy któregoś wieczora zorientujesz się, że słowa, gesty, wydarzenia nie są już tak ostre jak dawniej, to znak, że czas na kształtowanie przeszłości, słynne "co by było gdyby..."
Destrukcji ciąg dalszy.
Później zapominasz co jest fikcją, a co prawdą - najgorszy etap, najbardziej bolesny, daleko idąca i niewłaściwa idealizacja pozbawiona kontrastu z rzeczywistością.
Gdy nic już nie jest w stanie powstrzymać tego etapu, wpadasz na genialny pomysł.
Mówią, że jesli nie można czegoś porzezwyciężyć, to należy to pokochać, ale prawdą jest, że jeśli nie można czegoś kochać, to najłatwiej to znienawidzić.
Kolejny destrukcyjny, bolesny etap.
Etap końcowy, przez który przechodzi się, tylko wtedy jeśli naprawdę warto i naprawdę nie ma innej rady.
Stąd nie ma juz odwrotu i lepiej dla wszystkich żeby nie było.
Ale ciągłe łudzenie się też niszczy.
Być realistą w świecie fantazji.

Najtrudniej zapomnieć dotyk ciepłej dłoni...

skomentuj (3)